polne kwiaty i trup w zakwasie.

No niestety, stało się. Musiałam wylać zakwas pędzony od ponad pół roku… Muchowy (musi? musiowy?muszy?) odpowiednik samicy lekkich obyczajów przelazł przez zapory i popełnił samobójstwo w moim wycackanym, bulgoczącym  zakwasie. Musza jej parszywa! Kazali wydłubać i zapomnieć… tak. Kijem ani niczym paciary i tak bym juz nie dotknąła… (szloch).  Czyli: zaczynamy od początku pieszczenie magulona a tymczasem pozostają drożdżaki 🙂 źle zabrzmiało –  drożdżowce … 🙂

       Polnych kwiatów mi się zachciało. Boję się wszelkiego badziewia typu kleszcz, więc zrywam sobie przy drodze… nagle 2 metry wgłąb dzikiej, nieujarzmionej łąki widzę piękne różowe, goździkowate! No i wlazłam. Zrrrywam, wdycham…. patrze na nogę – czarna gangrena! Mrówki bydlaki mnie oblazły, chyba leśne alboco. Wielkie, mutanty z ogromnnym łbem i czerwonym odwłokiem! Pechunio to pechunio 😦  koniec kontaktów z przyrodą. Nieźle musiały wyglądać moje podskoki (szloch). A polnych romantiko mi się odechciało.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s